Home Poleć znajomemu dodaj do ulubionych

Powtórka z rozrywki, czyli o nowych wersjach starych horrorów

Krew  lejąca się strumieniami, morderca polujący na nastolatków i prosta fabuła. Jak wyglądają popularne w ostatnim czasie remaki klasycznych horrorów?

W ostatnim czasie pojawia się coraz więcej remaków klasycznych, a w niektórych kręgach wręcz kultowych horrorów  z przełomu lat 70/80 jak choćby niedawno obecny na ekranach kin Koszmar z ulicy Wiązów w reżyserii S. Bayera będacy nową wersją słynnego obrazu W.Cravena. Co istotne, powstałe w tym okresie filmy m.in. Piątek trzynastego S.Cunninghama oraz Halloween J.Carpentera, ostatecznie zerwały z wcześniejszą estetyką   i zapoczątkowały rozwój własnej. W ten sposób powstał nowy rodzaj filmu grozy, tzw. slasher (od slash czyli ciąć). Jak można łatwo się domyślić fabuły ówczesnych horrorów (bazujące zazwyczaj na motywie mordercy polującego na nastolatków) były dość uproszczone i służyły jedynie jako pretekst do ukazania licznych brutalnych scen, w których krew i posoka leją się strumieniami.

 

Klasyczny zbiór zasad slasherów


Filmy T.Hoopera (Teksańska masakra piłą mechaniczną) oraz W.Cravena (Ostatni dom po lewej, Wzgórza mają oczy oraz wspomniany już Koszmar z ulicy Wiązów) wytworzyły  swój własny zbiór zasad, który był przestrzegany we wszystkich dalszych produkcjach spod znaku slasher. Oznacza to, że widz dobrze znający jeden film z tego nurtu doskonale wiedział, czego będzie mógł się spodziewać po następnym.

Ówcześni reżyserzy na bohaterów swoich filmów wybierali zazwyczaj nastolatków, stojących u progu dojrzałości (do tego tematu będzie min. nawiązywać Koszmar, bowiem walka młodzieży z Freddym jest odczytywana jako obawa tychże przed dorosłością). Odcięci od reszty społeczeństwa (wspólny wyjazd na wakacje, zgubienie się w lesie) zdani są na łaskę (a raczej niełaskę) okrutnego szaleńca, który z sadystyczną przyjemnością odbiera życie niewinnym istotom. Najsłynniejsi mordercy cyklu (Jason Voorhees z Piątku trzynastego, Freddy Krueger z Koszmaru oraz Leatherface z Teksańskiej masakry piłą mechaniczną) posiadają swój charakterystyczny kostium (biała maska Jasona, kapelusz i słynny sweter  w czerwono-zielone paski Freddiego, maska wykonana z ludzkiej skóry Leatherface’a) oraz narzędzie zbrodni (odpowiednio nóż łowiecki, rękawica z nożami zamiast palców, piła). Co ciekawe, filmy grozy z lat ‘80 po raz pierwszy ukazały zło, które jest realne i bliskie, a nie jak we wcześniejszych horrorach, przybierające postać fantastycznych stworów takich jak wampiry, wilkołaki lub przybysze z innej planety. Slasherowy morderca czai się za rogiem i tylko czeka, aby zacząć z nami grę, w której stawką jest przetrwanie. Niestety zazwyczaj ratuje się jedynie tzw. final girl, czyli osoba będąca usopobieniem wszelkich cnót (w pierwszych slasherach zazwyczaj dziewica, bowiem  nastolatkowie uprawiający seks umierali jako pierwsi), która jako jedyna jest w stanie przechytrzyć i ostatecznie pokonać (chyba, że powstanie sequel) niepoczytalnego zabójcę.

Zmiany, zmiany, zmiany, czyli co pozostało z klasyki

Współczesne wersje horrorów z lat ‘80 mimo, że opierają się na tym samym schemacie fabularnym (wprowadzając czasem niewielkie zmiany) swym artystycznym poziomem znacznie odbiegają od skromnych, nakręconych za grosze produkcji klasy B. Jednakże wielomilionowe fundusze, jakie producenci włożyli w realizację „widowiskowych” efektów specjalnych (krew w końcu nie przypomina farby!) to zdecydowanie za mało, aby mierne skądinąd historie „okrasić” charakterystycznym klimatem oraz czarnym humorem obecnym w kultowych pozycjach. W efekcie tych działań widz otrzymuje film, który niczym się nie rózni od niezwykle popularnej ostatnimi czasy, bazującej na naturalistycznych obrazach przemocy „pornografii tortury” (filmy typu Piła, Hostel, Zejście), której coraz bliżej do nurtu tzw. splatterów (od splat- onomatopei oznaczającej dźwięk, jaki wydaje kawałek mięsa spadający na podłogę),czyli filmów prezentujących oderwane, latające w powietrzu kończyny.

Co więcej, nowym wersjom klasyków brakuje  nie tylko dystansu do przedstawianych zdarzeń, ale także jakiejkolwiek refleksji, która towarzyszyła projekcjom pierwowzorów. Nikt już nie patrzy na remake Wzgórza mają oczy (reż. A. Aja) jak na traktat o przemocy, mówiący o zatarciu granic między katem (zmutowanymi kanibalami) oraz jego ofiarą (rodzina Carterów). Co gorsza w obrazie Francuza w miejsce zadumy pojawia sie obrzydzenie.  Podobne odczucia będzie w nas wzbudzać  także współczesna wersja Teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Mroczny, posępny klimat oryginału (w którym otwarcie zaatakowano jedną z największych amerykańskich wartości czyli rodzinę) uległ zniszczeniu, a jedna z najlepszych scen w obrazie (ucieczka głównej bohaterki przed Leatherface’m) została skrócona i w związku z tym pozbawiona jakiegokolwiek dreszczyku emocji. Jeszcze gorzej wygląda remake Koszmaru. Bayer, w przeciwieństwie do Cravena nie potrafi (lub nie chce, pragnąc od razu przejść do rzeczy) budować niezbędnego napięcia. Z tego względu słynna scena z dziewczynkami, skaczącymi na skakance i śpiewającymi wyliczankę „1, 2 Freddy’s coming for you” została zredukowana do minimum, a sama postać złowrogiego Kruegera znacznie spłycona. To wszystko sprawia, że nowa wersja kultowego Koszmaru z ulicy Wiązów okazuje się być niczym więcej, jak kolejnym, szybko ulegającym zapomnieniu filmikiem z gatunku „przemoc dla samej przemocy”. A szkoda, bo przydałoby się wykorzystać potencjał tkwiący w kinie z lat 80 i za pomocą nowych metod stworzyć horrory, które po latach będzie można wspominać z nostalgią.

 

Anna Waszczuk


  Czekamy na Twoją opinię.
  Dodaj komentarz:

ksywka
treść

 

Polecamy: www.ekonomicznie.plwww.aci.plwww.tropiciel.maturzysty.plwww.edutargi.plwww.znizkistudenta.pl